Nadal nie mogę uwierzyć w to, że pierwszy miesiąc nowego roku już za mną. Aż chciałoby się powiedzieć - "the time floats like never before, like never before" (link do piosenki tutaj). Styczeń był najbardziej zalatanym miesiącem w moim życiu - egzamin gonił egzamin, a ja goniłam kolejne kubki kawy i ciepłe posiłki. Nigdy przedtem moje życie nie wymagało większej organizacji - w czasie, kiedy wrzucałam pranie do automatu, na patelni rozgrzewała się oliwa z oliwek, a w czajniku gotowała się woda, która za chwilę miała zmienić się w rozgrzewającą herbatę. Potem dzwoniło do mnie milion osób, a sprawy związane ze studiami wypełniały całe tablice na Facebook'u. Minuty mijały z prędkością światła, godziny za sprawą pstryknięcia palcem... Co najciekawsze, materiał do opanowania na egzamin jakoś nie bardzo zmniejszał swoją objętość. Jeden rytuał w ciągu dnia pozwolił mi zachować twarz (dosłownie!) w nie najgorszej kondycji. Mowa oczywiście o make-up'ie, który w ciągu kilku minut sprawił, że wyglądałam na bardzo wypoczętą! Na koniec kilka kropli ulubionych perfum i można zaczynać dzień! Pięknego lutego Wam życzę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz